moje świąteczne przemyślenia lifestyle
BLOG,  LIFESTYLE

IDĄ ŚWIĘTA – CZAS PRZEMYŚLEŃ

Idą Święta. Kolejny raz cały rok zleciał zbyt szybko. Niestety mam wrażenie, że „magia świąt” z roku na rok coraz bardziej gaśnie. Nie wiem, czy to wina tego, że nieubłaganie, ale jednak, z roku na rok jestem coraz starsza, czy może tego, że jednak świat się również nieubłaganie zmienia.

IDĄ ŚWIĘTA

Przypomniały mi się ostatnio czasy liceum, kiedy to dostaliśmy jako zadanie domowe z języka polskiego napisanie eseju na temat świętowania Bożego Narodzenia w naszych domach. Chyba mniej więcej o to w nim chodziło. Niestety nie mam zeszytu z tym wypracowaniem „pod ręką”, jednak doskonale pamiętam, co wtedy napisałam…

Cóż, ten grudniowy wieczór za czasów liceum był już jakieś 7-8 lat temu, nie pamiętam dokładnie która to była klasa, a jednak te przemyślenia nadal są aktualne.

Pewnie pomyślicie, że będę się tu użalać, że w marketach przystrojone choinki stoją już od 2 listopada i wszędzie słychać świąteczne piosenki… No w sumie racja, ale chociaż nadal jest to dla mnie bardzo dziwne, tak już chyba przywykłam, że marketing rządzi się swoimi prawami. Przecież nie trzeba od razu obwieszać domu milionem światełek i prowadzić z sąsiadem bitwy na dekoracje już od listopada. A zresztą, nawet jakby, to „żyj i dać żyć innym”, jak dla mnie możesz mieć choinkę w salonie przez cały rok.

TWOJA OBECNOŚĆ

Moje przemyślenia kierują się w całkowicie inne rejony. Właściwie nie dotyczą one tylko Świąt Bożego Narodzenia. To tylko taki pretekst, bo ponoć ten okres w roku to czas miłości w rodzinnym gronie, czas przemyśleń, modlitwy, pokoju i „takich tam” górnolotnych frazesów.

Ale wracając do historii…

ŚWIĄTECZNE PRZYGOTOWANIA

Otóż w szkolnym wypracowaniu, pisanym przeze mnie już dobrych kilka lat temu, skupiłam się na tym, jak płytkie stało się to dzisiejsze przeżywanie Świąt. Jak współczesny człowiek skupia się tylko na tym, żeby posprzątać w domu, bo „Jezus przyjdzie i sprawdzi, czy umyłeś okna na jego przybycie”.

Przepraszam, wiem, że jest to prześmiewcze, ale czy nie jest w tym skryta powszechna gorzka prawda? Sama/sam pomyśl, na czy skupiasz się przed świętami? Trzeba posprzątać, no nie? Świąteczne porządki pełną parą bo goście przyjdą w odwiedziny? Trochę głupio jak będzie kurz na półkach? Okna też pasuje umyć, wyprać firanki. Później jeszcze 10 godzin stania przy garach, 5 ciast samemu się nie upiecze.

A po wszystkim, jak już będziesz mieć serdecznie dość wszystkiego, zasiądziesz przed telewizorem. Pewnie w samotności, bo każdy ma przecież  laptopa albo chociaż smartfona z dostępem do internetu. No przecież nikt nie będzie z Tobą oglądał po raz setny „Kevina”, kiedy na VOD może mieć najnowszy film.

Zresztą, domownicy będą mieć szczęście, jeśli przy okazji nie oberwie im się, bo na kimś przecież trzeba rozładować frustracje z całodniowych świątecznych przygotowań. Niech się cieszą, że nie nawinęli Ci się pod rękę, lepiej niech nie pokazują się na oczy.

Pewnie, to wszystko tez jest istotne, każdy woli świętować w czystym pachnącym domu, przy stole pełnym smakołyków. Jednak pamiętajmy, że nie to jest najważniejsze, nie popadajmy w obłęd. Nikt nie umrze, jeśli nie umyjesz podłogi w kuchni, albo upieczesz jedno ciasto mniej.

WIGILIA

Wigilia? Pewnie, każdy czeka na ten wieczór. No, to teraz złóżmy sobie życzenia. „Wszystkiego najlepszego”, „nawzajem”, „zdrowia, szczęścia, pomyślności”, „spełnienia marzeń”. Kto sili się na coś więcej? Okej, może czasem ktoś powie „niech Ci się dobrze wiedzie”. Po co to wszystko? Czy tylko dla mnie jest to tak niesamowicie sztuczne, oklepane, nieszczere i zbędne?

Okej, tradycja. Robimy to od pokoleń. Ale może lepiej byłoby po prostu usiąść w ciszy i chwilę pomyśleć. Zastanowić się, kurcze, na prawdę życzę ci dobrze, niech ci się wiedzie bo robisz w życiu „dobrą robotę”. Jestem z Ciebie dumny/dumna. Kocham Cię, takiego/taką jakim jesteś, mimo, że czasem bywało źle.

Czasem niesamowicie trudno to powiedzieć wprost. Wolimy oklepane „wszystkiego najlepszego”, które nic nie wnosi. Taka jest własnie nasza mentalność. „Nie wypada”. „Nie wychylaj się”. „Nie płacz”. „No przestań, daj spokój”. To chyba takie typowo polskie wychowanie, żeby za wiele nie pokazywać na zewnątrz, być powściągliwym. Nie stać nas na szczerość. Na prawdziwe uczucia. Na powiedzenie tego, co nam naprawdę leży na sercu. Mnie też nie stać, nie będę udawać, że jest inaczej. Wiele mi leży na sercu, a czego pewnie nigdy zainteresowanym nie powiem prosto w oczy, bo „może być komuś przykro”. Ktoś może sobie źle o mnie pomyśleć, więc nie powiem tego, co tak naprawdę myślę.

PRIORYTETY

Czy od błyszczącej podłogi czy czystych okien na pokaz dla sąsiadów nie jest ważniejsze to, czy będziemy mieć dobre relacje ze swoimi dziećmi, rodzicami, rodzeństwem? Może warto byłoby przystanąć na chwilę w tym wirze codziennych spraw i przemyśleć, czy faktycznie warto nadal się obrażać, nie odzywać, narzucać swoje zdanie, nie słuchając, co do powiedzenia ma druga strona, albo udawać, że wszystko jest okej…

Niestety często to wszystko wygląda tak, że po wspólnej kolacji każdy idzie do swojego pokoju zajmować się swoimi sprawami, nadal nie wiedząc, co jego najbliżsi czują, przeżywają, o czym myślą, jakie mają poglądy na świat.

NADGORLIWOŚĆ

Inna sprawa, że często przy tym nieszczęsnym wigilijnym stole ktoś wpadnie na kolejny genialny pomysł i wypali z jakże równie genialnym, powszechnym i oklepanym, dowolnie wybranym z puli żenujących tudzież „nie twój interes” pytaniem.

I pewnie już domyślacie się, co mam tutaj na myśli. I tutaj też, oczywiście dostosowując do wieku „ofiary”, mamy spore pole do popisu: „no jak tam, masz już jakąś dziewczynę/chłopaka?”, „no to kiedy ślub?”; „no a kiedy będziecie mieć w końcu dzieci?”, „a może by się jakaś siostrzyczka/braciszek przydała?”.

No kurde, ludzie. Ogarnijcie się wreszcie. Gdyby ktoś czuł, że chce się jakąś informacją podzielić, jeszcze zazwyczaj jak to przy świątecznym stole bywa, w większym gronie, to by to zrobił. I nie potrzebuje do tego głupiej „zachęty”. Jeśli ktoś ma jakieś plany i chce się nimi podzielić, to to zrobi.

PYTANIA I ODPOWIEDZI

Postanowiłam, że pochylę się nad moimi dwoma ulubionymi.

Numer jeden: „No to kiedy ślub?”

– „Może za miesiąc, za rok, albo nigdy, na pewno się dowiecie jeśli się zdecydujemy.”

Skoro ktoś będący w długoletnim związku nie planuje ślubu, to jakieś przekonania muszą za tym iść. I nie ważne, czy „papier” nie ma dla niego znaczenia”, czy nie chce brać ślubu kościelnego, nie chce bo ma wątpliwości, czy jakikolwiek inny powód. Jest to decyzja tylko i wyłącznie dwójki zainteresowanych, a ciągłe pytania i naciski otoczenia dają wręcz przeciwny skutek.

BONUS

A, jeszcze będzie bonus z życia wzięty: „Weźcie w końcu ten ślub i żyjcie PO BOŻEMU”. Słucham? Ustalmy kilka faktów. Nie każdy chce brać ślub kościelny. Zawarcie katolickiego sakramentu małżeństwa wcale nie jest jednoznaczne z życiem „po bożemu”. Czasami nawet zupełnie nie idzie z tym w parze.

Odłożę to na chwilę, ale nie bójcie się, nie zapomnę.

Dla wielu ludzi ślub kościelny to tradycja, której głupio nie przestrzegać, bo „co ludzie powiedzą”, przecież tak WYPADA. Ogrom z moim znajomych nie chodzi do kościoła, albo chodzi od święta, wcale nie żyje, jak to już ładnie kilka razy przytoczyłam: „po bożemu”, ale ślub w kościele jest, więc dla otoczenia i rodziny wszystko gra. Co tam, że do kościoła pójdą później raz na X niedziel, albo jak chodzą to po to, żeby pomyśleć co ugotować na obiad, ważne że sąsiad widział, odhaczone.

Ale po raz kolejny, po co ta obłuda? No tak, tradycja, zwyczaje, „nie wychylaj się”, „nie rób tak, nie wypada”, „weź przestań, co ludzie powiedzą”, „NIE RÓB NAM WSTYDU”. Ile razy to słyszałeś? Życie według własnego sumienia, życie w prawdzie ze sobą to rzeczywiście dla niektórych wielki powód do wstydu. Dumą jest powielanie utartych schematów, nawet jeśli są one niezgodne z tym, co mamy w sercu, lub z czym nie do końca się zgadzamy.

Przestańmy być hipokrytami.

Może warto wrócić do czasów szkolnych i przypomnieć sobie dzieło „Świętoszek”. Nie jest to lektura nader obszerna w strony, przeciwnie do treści i wartości, których przypomnienie i przeczytanie ze zrozumieniem byłoby dla niektórych nadzwyczaj wskazane…

Numer dwa: „No a kiedy będziecie mieć w końcu dzieci?”

– „Może za miesiąc, za rok, albo nigdy, na pewno się dowiecie jeśli to się stanie.”

Nie rozumiem, dla niektórych ludzi posiadanie dziecka jest prostsze niż posiadanie, nie wiem, kota?

Częstotliwość tego pytania w moim otoczeniu jest przerażająca. Owszem, spłodzenie dziecka nie wymaga zbyt wielkiej filozofii, jednak jego wychowanie, jeszcze odpowiednie i odpowiedzialne wychowanie, to już z pewnością wyczyn. Niestety mam wrażenie, że najchętniej rozmnażają się ludzie, których geny niekoniecznie przyczynią się rozwijaniu ludzkiego gatunku w dobrą stronę…

Dobrze, może komuś wydaje się, że w wieku 20 lat jest super dojrzały i już wszystko wie. Śmiem wątpić. Szczególnie wspominając swoje myślenie w tym wieku. Choć oczywiście wyjątki się zdarzają.

Szczerze mówiąc, naciski na posiadanie potomstwa są chyba najgorsze. Rodzice, jeśli się Wam nudzi i chcieliście mieć małe dziecko w domu, trzeba było samemu sobie takie sprezentować w późniejszym wieku, bo może wasze dzieci wcale jeszcze o własnym nie marzą. Ba, może nawet nigdy nie będą chcieli go posiadać! Bo nie czują się na siłach, bo nie czują instynktu, bo są święcie przekonane, że nie nadają się do tej roli i mają inne życiowe cele i role, które chcą spełniać.

BONUS

I uwaga, tu kolejny bonus, hit życiowych hitów w kategorii „najlepsze pytania”: „A kto Ci na starość szklankę wody poda?!” Kurcze no nie wiem, mąż, pielęgniarka, jakaś obca osoba, a może umrę z pragnienia ze świadomością, że przeżyłam swoje życie po swojemu, nie krzywdząc przy okazji jakiegoś niewinnego dziecka, spłodzonego pod naciskiem otoczenia, a wcale nie będącego przeze mnie w pełni kochanym?

Nie widzicie jak to pytanie jest egoistyczne? Czy naprawdę ktoś decyduje się i wychowuje dziecko, żeby mieć na starość darmową opiekunkę, wymuszając na nim rzucenia własnego życia. Dobrze, z tej perspektywy również brzmi to egoistycznie i okrutnie, zaraz ktoś pomyśli, że uważam żeby zostawiać swoim starych, chorych rodziców w domach opieki. Zupełnie nie o to mi chodzi. Chociaż gdybym ja była tym rodzicem, wolałabym, żeby moje dziecko rozwijało siebie, żyło pełnią życia, walczyło o swoją przyszłość, nie mając w głowie świadomości, że ma siedzieć i podawać mi szklankę wody, bo to jego „psi obowiązek”.

Z całą pewnością, jeśli kiedyś zdecyduję się na posiadanie dzieci, to zrobię wszystko, żeby były dobrymi ludźmi i nigdy w życiu nie usłyszą ode mnie, że mają na starość podać mi te przysłowiową szklankę wody.

Nie będę przypisywać sobie prawa własności. A to, jaka okaże się moja starość, będzie plonem naszych relacji i naszego całego życia, wychowania i przekazanych wartości.

Traktujmy się z szacunkiem, a ten szacunek będzie nam z pewnością okazany.

Druga kwestia do tego pytania. Część osób dzieci nie chce mieć, a część nie może. I istnieje spore prawdopodobieństwo drogi, jakże taktowny pytający, że pytani przez Ciebie ludzie od miesiąca, pięciu czy dwóch lat o dziecko się starają i nic im z tego nie wychodzi. Jak sądzisz, jak mogą się czuć, słysząc ciągle to pytanie? Ja wolę sobie nawet tych uczuć nie wyobrażać… Więc może następnym razem ugryź się w język.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że to nie pytający, a pytany czuje się najbardziej zażenowany tym wszystkim, choć powinno być całkowicie odwrotnie. Na zaufanie i fakt, że ktoś zechce podzielić się z nami swoim życiem, trzeba sobie zasłużyć.

„ŻYJ PO BOŻEMU”

A wracając do szumnego „żyj po bożemu”. No powiedź mi droga mamo/ tato/ siostro/ bracie/ szwagrze/ sąsiedzie/ koleżanko, co to znaczy. Bo z moim kilkuletnich, w pełni świadomych obserwacji wynika, iż jest to nadal obłudna kreacja zakłamanego społeczeństwa. I pomyśl sam, jakie mi dajesz świadectwo i przykład, kiedy po raz kolejny po niedzielnej mszy słyszę, jak przez całą godzinę myślałeś/myślałaś, co ugotować na obiad, co będziesz później robił/robiła, lub podziwiałeś/podziwiałaś nową fryzurę sąsiadki.

Ilu siedzących w pierwszym rzędzie na niedzielnej mszy świętej zaraz po wyjściu z kościoła kogoś obgada, zwyzywa, poniży następnego dnia w pracy? Ilu z nich będzie bić swoją żonę (oczywiście po ślubie kościelnym), będzie ją poniżać, upije się i zrobi awanturę? Albo nawet i bez alkoholu robi awanturę o byle co, byle się pokłócić? Ilu z nich powie swojemu dziecku, że jest beznadziejne, bo gorzej mu idzie w szkole, że sprawia tylko problemy i w ogóle to najlepiej byłoby, gdyby wcale go nie było? Ilu z nich znęca się nad zwierzętami, bo przecież „Pan Jezus” powiedział, że człowiek jest najważniejszy, więc mogę zakatować psa na śmierć bo ja jestem panem świata?

Czy naprawdę uważasz, że Bóg patrzy na to z radością?

A za kogo się masz, mówiąc innym, jak mają żyć? Myślisz, że Twoje przekonania są jedynymi słusznymi? Ty jesteś idealny? Szanujesz innych, pomagasz, nie ranisz bezmyślnym słowem wypowiedzianym w gniewie bez zastanowienia?

Uważasz, że tym, że masz ślub kościelny, ochrzciłeś dziecko i chodzisz co niedzielę do kościoła i dajesz papierowe banknoty na tacę już wszystko załatwiłeś? Skoro tak to okej, Twoje sumienie. Według mnie to jedynie iluzja i złudny komfort.

PÓJDZIESZ DO PIEKŁA!

Nie muszę bać się kary w postaci piekła czy wiecznego potępienia, aby być dobrym człowiekiem. Żyję zgodnie z własnym sumieniem. Mam szacunek dla odmienności, szanuję inne poglądy, szanuję inny styl bycia, nie przeszkadza mi to, że ktoś ma pomalowane włosy na zielono, paznokcie na czarno, czy ubiera się na pomarańczowo-niebiesko-sraczkowato. Może to nie leżeć w mojej estetyce, ale co mnie to obchodzi? Komuś się podoba? Proszę bardzo!

Nikt nie przeżyje życia za mnie, ja nie przeżyję życia za nikogo. Każdy na koniec rozliczy się sam, tak więc jeśli nie przeżyjesz za mnie życia, zajmij się swoim i daj mi podejmować własne decyzje.

DZIWNY JEST TEN ŚWIAT…

Ostatnio błąkając się po czeluściach YouTube natrafiłam na, już dosyć stare zresztą, nagranie z castingu do programu „X Factor” w którą głównym bohaterem był Michał Szpak. Podejrzewam, że znany już teraz większości wokalista, słynący z dosyć nietypowego, przynajmniej jak na nasze rodzime warunki, image.

Moi drodzy, jakże wymowny jest utwór, jaki został przez tego artystę tego dnia na scenie wykonany…

Zastanówmy się przez chwilę, z okazji Świąt, czy naprawdę mamy czyste sumienie odchodząc od konfesjonału… Pomyślmy, czy naprawdę to, że ktoś, w tym wypadku mężczyzna ma długie włosy, maluje się czy robi manicure daje Ci prawo do tego, żeby go wyzywać, obrażać, narzucać swój światopogląd i styl? Kurde no, co kogo obchodzi to, że koleś ma pomalowane paznokcie czy ubiera się w obcisłe ciuchy?! Serio, to jest dla Ciebie najistotniejsze? Nie dostrzegasz wielkiego talentu i przesłania? Jeśli Ci się nie podoba, to może po prostu go nie słuchaj i nie oglądaj, nikt Cię do tego nie zmusza.

„MNIE”

Pomyśl, jak Ty czułabyś/czułbyś się, gdyby co druga osoba na ulicy krzyczała za Tobą żebyś przefarbowała się na blond/czarno/rudo/zielono bo MNIE (!!!) się tak podoba; weź wyjmij ten kolczyk z pępka/nosa/brwi bo wyglądasz jak debil/dziwka/idiota; załóż krótszą spódnicę bo wyglądasz jak zakonnica; załóż dłuższą spódnicę bo wyglądasz jak dziwka; weź zdejmij te obcisłe spodnie bo wyglądasz jak pedał; weź załóż coś kolorowego bo wyglądasz jak śmierć, albo nie, może jednak na czarno bo wyglądasz jak idiota w tym żółtym sweterku do czerwonych spodni…

Chociaż nie, w sumie to i tak wszystko jedno bo i tak wyglądasz jak pasztet/świnia/kościotrup/ jesteś obrzydliwy/obrzydliwa i już i tak nic Ci nie pomoże…

Kobieta nosi spodnie, ma ścięte „na jeża” włosy i nie ma talii osy? „Co za babochłop” usłyszy za plecami… Facet jest niski, szczupły i odważył się założyć obcisłe spodnie? „No co za PEDAŁ!”.

Zanim coś powiemy, spójrzmy na siebie i zastanówmy się, czy sami chcielibyśmy usłyszeć taki epitet w swoją stronę…

GUSTA, GUŚCIKI…

Naprawdę, rozumiem że są różne gusta, ale można przekazać swoje spostrzeżenia w kulturalny i konstruktywny sposób, aby ktoś miał miejsce na przemyślenia, bo jest różnica w stwierdzeniu: „wiesz, moim zdaniem nie wyglądasz korzystnie w tej krótkiej spódniczce, Twoje nogi nie wyglądają w niej korzystnie” a: „weź zdejmij tą mini pasztecie bo masz nogi jak tłuste balerony”, nieprawdaż?

Być może to domena niewychowanej młodzieży, ale właśnie, skądś te wzorce niewychowana młodzież czerpie, czyż nie?

CZŁOWIEKIEM GARDZI CZŁOWIEK

„Dziwny jest ten świat,
gdzie jeszcze wciąż
mieści się wiele zła.
I dziwne jest to,
że od tylu lat
człowiekiem gardzi człowiek. ”

Ponad 50 lat temu tak wybitny człowiek przedstawił ten utwór na scenie. Jestem prawie pewna, że przynajmniej raz w życiu na imprezie śpiewałeś/śpiewałaś jego piosenki i zachwycałeś się, jak wspaniałym był artystą.

Tak samo jestem prawie pewna, że słyszałam z twoich ust co najmniej raz „o Boże, co to za pedał”. Naprawdę? Nie masz pojęcia co mówisz czy stosujesz podwójne standardy, będąc przy tym tak niesamowitym hipokrytą? Jeśli to czytasz, wytłumacz mi proszę, w czym tak bardzo przeszkadza ci wizerunek drugiej osoby, która zupełnie nie robi ci krzywdy? Wystarczy, że naprawdę nie będziesz tego oglądał/ słuchał jeśli ci nie pasuje…

MĘŻCZYZNA W MAKIJAŻU?!

Żeby już aż tak nie odbiegać od głównego nurtu mojej działalności, wspomnę tutaj jeszcze przy okazji o temacie, które także budzi wiele kontrowersji. Chodzi o makijaż, a dokładnie o malujących się mężczyzn.

Już widzę te oburzone czy wręcz zniesmaczone twarze niektórych czytających. Kochani, dajcie na luz, to tylko makijaż. To się pod koniec dnia ZMYWA! To, że facet maluje się na Instagram, YouTube, występuje jako artysta drag queen, czy nawet (och, o zgrozo!) maluje się po prostu na co dzień, nie czyni z niego jakiegoś wariata. Najwyraźniej to jest jego pasja, to kocha, to sprawia mu przyjemność.

200% MĘŻCZYZNY

Ty jeździsz na motocyklu, grasz w „nogę”, „kosza”, oglądasz mecze, grasz w gry, czytasz książki czy łowisz ryby. Dla niektórych akurat to może być głupie i bez sensu, jednak jakoś nie wzbudza to tak powszechnego społecznego oburzenia.

No tak, bo to takie „typowo” męskie i „normalne”.

Może warto ponownie wrócić się do czasów szkolnych, tym razem z zakresu historii i przypomnieć sobie dawne czasy, bo już w starożytnym Egipcie panowie wymyślili sobie popularne również dzisiaj „kocie oczy”, a starożytni Rzymianie malowali paznokcie! W XVIII wieku – wtedy to się dopiero działo moi drodzy oburzeni panowie! Makijaż na samczej twarzy to był pikuś w porównaniu z całą resztą ‚stylówki”. Śmiem twierdzić, że na całe szczęście przybrał on teraz postać artystyczna i jednak „nieco” bardziej estetyczną, a dzieła tworzone na twarzach panów można z pełnym zachwytem podziwiać.

A przynajmniej nie gardzić nimi i mieć szacunek do cudzej pasji i sposobu ekspresji, mimo, iż my nie mielibyśmy na taki krok odwagi, albo po prostu nie leży to w naszej estetyce.

„(…) KTOŚ SŁOWEM ZŁYM ZABIJA TAK, JAK NOŻEM”

idą święta przemyślenia why be racist sexist homofobic or transphobic when you could just be quiet

Tak, właśnie, czy zdajesz sobie sprawę, jaką moc ma Twoje słowo? Pewnie nie do końca. CCzasami wystarczyło być cicho…

Zarówno mówiąc dziecku „Piątka? Czemu nie szóstka?!”, kiedy tylko rujnujesz jego samoocenę i wpędzasz w chory perfekcjonizm, jak i siedząc przed wspomnianym telewizorem, oglądając popularny program telewizyjny i komentując „o Boże, co za pedał/ co raz grubas/ co za ciota/ nie no porażka, co on tu robi, nie ma szans” programujesz swoje dziecko na to, aby poniżał swojego kolegę w szkole, bo wygląda inaczej niż inni, bo ma inną wrażliwość, ma inne poglądy, zachowuje się inaczej niż przewidują to „Twoje” ramy „normalnych” zachowań… Skoro tatuś/mamusia tak mówi, to chyba tak trzeba robić, tak jest dobrze, ktoś nie wygląda jak ja, więc muszę go zwyzywać i poniżyć, przecież moi rodzice tak robią.

WIĘCEJ WYOBRAŹNI

Czy naprawdę ludzie mają aż tak małą wyobraźnię, żeby uzmysłowić sobie, że to, co mówią w domu, może i mimowolnie, przed telewizorem, możne wywołać lawinową reakcję w rzeczywistym świecie?

Czy naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, że to, co rodzic przekazuje dziecku w czasie codziennych rozmów w domowym zaciszu ma realny wpływ na życie innych ludzi?

Zastanowiłeś się choć raz, oglądając wieczorne wiadomości na temat „kolejny nastolatek próbował popełnić samobójstwo”, dlaczego tak się stało? „Co za okrutny świat, co za biedne dziecko” pewnie sobie myślisz… A czy przyszło Ci do głowy, że może to ty, pośrednio, poprzez swoje poglądy i zachowanie przekazywane swojemu potomstwu, przyczynisz się to takich dramatów?

NIENAWIŚĆ

„Przyszedł już czas,
najwyższy czas,
nienawiść zniszczyć w sobie.”

Idą Święta i szczerze, naprawdę życzę sobie tego na ten okres i w ogóle w najbliższym czasie, żeby w końcu ludzi naszła ta refleksja. Ze najwyższy czas zniszczyć w sobie nienawiść. Stać się bardziej wyrozumiałym, empatycznym, spojrzeć szczerzej i nie ocenić wszystkich z własnej perspektywy.

Naprawdę czasem wystarczy na chwilę się zatrzymać i zastanowić. Może w pierwszym odruchu myślisz, że masz utarte zdanie na dany temat. Ale może warto spojrzeć z innej perspektywy, wziąć inne argumenty pod uwagę, rozważyć „mniejsze zło” i po prostu, po ludzku, zrozumieć. Bo „tyle wiemy, na ile nas sprawdzono”. Możemy sobie gdybać, co zrobilibyśmy w danej sytuacji, ale czy nie postąpilibyśmy zupełnie inaczej w momencie, gdyby nas ta sytuacja zastała? Stronię od stanowczych osądów.

NIE ZNAM SIĘ, TO SIĘ WYPOWIEM

Dlaczego tak wielu mamy ludzi wśród nas w typie „nie znam się, więc się wypowiem”? Może warto byłoby, czasem, do cholery jasnej, zamknąć swoją wielmożną gębę, jeśli nie mamy nic sensownego do powiedzenia?!

Obelgi i obrażanie innych pod szyldem „wolność słowa”, to, wybacz mi, ale tylko twoja własna głupota.

Bo racz zauważyć, że wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność i godność innych, a stwierdzenie „co za głupia kurwa/co za pedał” to zdecydowanie nie Twoja wolność słowa i wyrażana opinia, a zwykła obelga skierowana w drugiego człowieka… I jeśli nie potrafisz wyrazić swojej opinii w sposób kulturalny, lepiej zamilcz i przestań się kompromitować swoją ignorancją i brakiem taktu.

PODSUMOWANIE

Myślę, że już na tym zakończę swój, i tak już stanowczo za długi, monolog. Mam nadzieję, że ktokolwiek zdołał dotrwać do końca 🙂

 

Pewnie ktoś się z moimi przemyśleniami nie zgodzi, pewnie ktoś stwierdzi, że się czepiam, albo że przecież to oczywiste i każdy to wie; ale być może dla kogoś nie będzie to oczywiste i wzbudzę w kimś refleksję na te Święta, żeby zastanowić się bardziej nad tym, co mówimy w codziennym życiu. Bo słowa często sieją większe spustoszenie niż przemoc fizyczna.

A jeśli ktoś zechce, to zapraszam do dyskusji, chętnie wymienię się spostrzeżeniami 😉

W tej osobliwej formie życzę Wam wszystkim szczęśliwych i spokojnych Świąt.

Myślę, że już nic więcej nie będę dodawać, moje tegoroczne, powyższe „życzenia” są wystarczająco długie.

Buziaki, K ♥

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *